Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na umieszczenie tych plików na twoim urządzeniu

Opowieść Agnieszki Holland o Franzu Kafce.

02.12.2025 | Tarnowski Oddział SAP | Autor: admin

Nasz oscarowy kandydat to opowieść Agnieszki Holland o Franzu Kafce. Fascynacja życiem praskiego pisarza wciąż rośnie. Ale jak się ma film do tego, co o nim wiemy? I czy na pewno dużo wiemy?

 

„Był łagodny, miły, grzeczny, ale potrafił używać słów jak broni, wysysać krew za pomocą jednego zgrabnego zdania. W swoim pisarstwie i w życiu łączył skrajności - i ponosił tego konsekwencje” - czytamy we wznowionej właśnie biografii „Franz Kafka. Koszmar rozumu” Ernsta Pawela. Poznajemy też najobszerniejszą i najbardziej wyczerpującą trzytomową biografię pióra Reinera Stacha ,,Wczesne lata. 1883-1910” i „Kafka”. Lata decyzji (na przekład trzeciego tomu jeszcze czekamy). Jednocześnie ukazuje się książka Remigiusza Grzeli „Poszukiwany Franz Kafka”, który zajmuje się żydowskimi aktorami w Pradze, ale też losem sióstr Kafki, ostatniej jego miłości Dory Diamant czy sporami wokół spuścizny.

Dlaczego tylu autorów i autorek nieustająco chodzi tropami Kafki? „Nie możemy Kafki uchwycić, nie umiemy odnaleźć, ale przecież daje nam całe swoje imaginarium. Ożywa w każdej opowieści, w najmniejszym fragmencie” - pisze Grzela. Z tym zdaniem zgodziłaby się pewnie Agnieszka Holland, której film opowiada nie tylko o życiu, ale też o próbach dotarcia do prawdy o wymykającej nam się ciągle postaci Kafki. Zamiast tego widzimy cały przemysł pamiątkowy i muzealny, który narósł wokół tej postaci. Kafka, który chciał wymazać swoją twórczość i siebie z przyszłości, jest dziś atrakcją turystyczną Pragi. Film Agnieszki Holland jest osobisty, bo zdaje relację z bezradności prób zbliżenia się do pisarza. Tradycyjny film biograficzny mógłby nie udźwignąć tej postaci. Kafkę dziś musimy sobie układać z fragmentów. Okazuje się żywy, choć zamieniono go w muzea i pomniki.

 

Według Reinera Stacha kluczem do intelektualnej biografii Kafki jest jego miasto. „To, co pisze, jest magiczne w zupełnie innym sensie niż rzekomo magiczna Praga. Każda linijka spod jego ręki przechodzi przez filtr przerażającej, często lodowatej, intelektualnej czujności i nasyconej obrazami, nieustępliwej refleksji. Kafka był nie tylko mocno związany ze swoim rodzinnym miastem jak tysiące innych ludzi, ale i czerpał z tego impuls, a poniekąd nawet misję zgłębienia zagadki owej więzi”.

Tym tropem idzie też Holland. U niej Praga jest nie tylko scenografią, ale również przestrzenią, w której Kafka stał się sobą, z całym bagażem nienawiści do siebie, swojej rodziny, tradycji i ze strachem wobec tego, co widział dookoła. „Ciągle próbuję przekazać coś, czego przekazać się nie da, wyjaśnić coś, co jest niewyjaśnione, opowiedzieć o czymś, co czuję tylko w kościach, a czego inaczej doświadczyć nie można” pisał w liście do Mileny Jesenskiej. „Strach rozciągający się na wszystko, strach przed największym i najmniejszym, strach, paraliżujący strach przed wymówieniem jakiegoś słowa”.

W pierwszej scenie filmu ojciec ścina małemu Franzowi włosy. Słyszymy dźwięk nożyc. Ojciec jako potwór - to dosyć oczywiste skojarzenie, które zawsze pojawia się przy Kafce. Tymczasem ten ojciec w filmie Holland nie jest postacią jednoznaczną. Również biografie pokazują go jako człowieka, który nie mógł przekroczyć swoich ograniczeń. Hermann Kafka wyszedł z potwornej biedy, pracował od siódmego roku życia i udało mu się wyrwać ze sztetla, zapewnić byt rodzinie, wreszcie - nie głodować. W kilku scenach filmu podczas rodzinnego obiadu pożera głośno mięso.

Kafka opisywał swoje dzieciństwo jako piekło podporządkowane tyranowi. „Za niepokoje syna w dzieciństwie w znacznym stopniu, choć nieświadomie, ponosi odpowiedzialność ojciec ze swoim brutalnym egoizmem, mentalnością parweniusza i bezmyślną wulgarnością” - pisze Pawel. - „Ale nawet przy najlepszych chęciach Hermann Kafka nie mógłby przekazać swoim dzieciom, co dla niego znaczy być Żydem, z tego prostego powodu, że znaczyło upokarzającą biedę, społeczną dyskryminację, ślepy zaułek w sztetlu i ciężar tradycji, od czego przez całe życie starał się uciec”.

U Holland ojciec jest rozczarowany synem, nie potrafi go zrozumieć, ale nie odrzuca go całkiem. Ostentacyjnie lekceważy to, co pisze Kafka, w pewnym momencie każe mu odłożyć zapiski na stolik nocny.

 

Wyrazem buntu wobec ojca był list, który Kafka do niego napisał, ale którego mu nie wręczył. „Ponieważ Franz nie był synem Boga, ale Hermanna Kafki i Wieku Rozumu, torturował siebie i swoich bliskich, starając się ciągle usprawiedliwić i zracjonalizować to, czego nie można wyjaśnić. Cała jego twórczość stanowiła próbę ucieczki od ojca, co nawet jeśli jest prawdą, nie wyjaśnia, dlaczego wybrał tę konkretną drogę do odkupienia” - pisze Pawel.

Główną sceną filmu jest mieszkanie rodzinne, jego zgiełk i tumult, w środku którego Kafka (w tej roli bardzo dobry Idan Weiss) próbuje pisać. Siedzi w pokoju przechodnim. Skrzypienie, trzaskanie, krzyki, odgłosy seksu z sypialni rodziców wszystko to jest głośne i nieznośne, tak jak było dla Kafki.

Z dzisiejszej perspektywy dobrze rozpoznajemy jego nadwrażliwość – nie tylko na dźwięki. Notował w „Dzienniku”: „Chcę pisać mimo ciągłego drgania czoła. Siedzę w swym pokoju, w głównej kwaterze zgiełku całego mieszkania. (...) Słyszę, jak trzaskają wszystkie drzwi, ich stukot przesłania mi tylko kroki tych, którzy przez nie przebiegają, ale jeszcze słyszę zamykanie drzwiczek kuchennego paleniska. Mój ojciec rozwala drzwi mego pokoju i sunie przezeń we włokącym się za nim szlafroku, z pieca w przyległym pokoju wygrzebuje ktoś popiół, Valli, jak gdyby krzycząc na którejś z paryskich ulic, rzuca przez przedpokój w nieokreśloną dal pyta-nie, czy kapelusz ojca już wyczyszczono”.

Jednocześnie jednak zgiełk w pewnym sensie był mu potrzebny do pisania. Jak zauważa Pawel: „Musiał znajdować element kojącej stałości, jeśli nie przyjemność, w każdym stuku, hałasie i tumulcie, które opisywał z takim upodobaniem”.

Film Agnieszki Holland kładzie też nacisk na zabiegi cielesne Kafki. Przyzwyczailiśmy się go widzieć jako chorego, gruźlika przejętego tylko sprawami duchowymi. Tymczasem niesłychanie ważne były dla niego ćwiczenia. Gimnastyka w oknie, wiosłowanie, wegetarianizm, długie żucie posiłków dla dobrego trawienia, Gdzieś u podstaw tego wszystkiego tkwiła jednak niechęć do własnego ciała, walka z nim. „Wspólnym celem tych wszystkich działań było ponure postanowienie ukarania ciała za to, czym nie było, czy raczej za to, że nie było tym, czym część jego istoty chciała go widzieć: zdrowym zwierzęciem w szczęśliwym stadzie” pisze Pawel. Praktyki Franza Kafki, inaczej niż żydowskie rytuały, nie łączyły go ze wspólnotą, tylko wykluczały go z niej i podkreślały jego wyobcowanie z wiekowej tradycji i z jego własnej rodziny.

Bywał w tych zabiegach uciążliwy, jak wspomina Pawel: zawsze się spóźniał, robił dużo szumu wokół swojego wegetarianizmu i trawienia, podjęcie najmniejszej decyzji stanowiło dla niego ogromny problem. Według biografów Franz przez całe życie cierpiał na nawracające depresje. Miał klasyczne objawy: samobójczą nienawiść do siebie, dręczące niezdecydowanie, hipochondrię, niezaspokojoną potrzebę miłości. I na dodatek ciągłe dolegliwości: od chronicznych bólów głowy i bezsenności po zmęczenie i kłopoty trawienne. Ale jak zauważa Pawel: „Nazwanie rozpaczy Kafki depresją nie jest wyjaśnieniem, lecz tylko etykietką definiującą to, co wyraźnie widoczne”.

 

To, co Kafka nazywał szaleństwem, było świadomością, która nie cofa się przed niczym. Świadomość wiązała się z poczuciem winy, to jest to dziedzictwo Kafki, które podkreśla też Holland w swoim filmie. Jesteśmy winni i odpowiedzialni za to, co dzieje się ze światem. Milena Jesenská pisała o Kafce: „Ten pierwotny lęk przed tajemnicą rzeczy, przed cudownością i zagadkowością przypisaną każdemu fragmentowi tego, co inni uważali za pewne, lęk będący źródłem jego geniuszu i nieszczęścia sprawił, że Kafka był w nadprzyrodzony sposób wrażliwy na widoczne, dotykalne aspekty rzeczywistości, które tworzyły wątłą więź między jego wewnętrzną wizją i światem zewnętrznym, umożliwiając mu przełożenie prywatnych obaw na zwykły język i przed stawienie zjaw nawiedzających jego sny”.

Kafka rzucał się w pisanie, które - jak sądził - było racją bytu i jedynym sposobem, by utrzymać się przy życiu. „Pisanie stanowiło jedyny sposób, by stawić czoła śmierci w życiu” - zauważa Pawel. Nazywa to pisaniem jako rodzajem modlitwy. Kafka czasem pisał w transie (tak było z „Wyrokiem”), nad niektórymi utworami siedział długo, nie kończył, niszczył. Notował: „Samo jądro mego nieszczęścia nadal istnieje: nie mogę pisać. Nie udało mi się stworzyć jednej linijki, którą chciałbym zapamiętać, wręcz przeciwnie - wyrzuciłem wszystko, co napisałem od powrotu z Paryża, a nie było tego dużo. Całe moje ciało ostrzega mnie przed każdym słowem, a każde słowo najpierw się rozgląda na wszystkie strony, zanim pozwoli się zapisać. Zdania dosłownie rozsypują się w proch w moich rękach, a ja, widząc ich wnętrze, natychmiast muszę przestać pisać”.

Kiedy poznał Felicję Bauer, rzucił się w pisanie. Podobnie było przy kolejnych kobietach w jego życiu: Milenie Jesenskiej czy Dorze Diamant. Listy do Felicji to zresztą według badaczy najdłuższa i jedyna dokończona powieść Kafki. Film skupia się przede wszystkim na relacji (niemożliwej) z Felicją, mniej miejsca dając Milenie - Dora zaś w ogóle się nie pojawia.

Temat Kafki i kobiet zresztą został już na tysiące sposobów opowiedziany. Biografowie podkreślają, że właśnie przy Milenie, a potem przy Dorze Kafka mógł zaznać choćby chwilowego uwolnienia. Cztery dni szczęścia spędzone w Wiedniu z Mileną czy wspólne mieszkanie z Dorą, już w czasie zaawansowanej choroby.

Końcówka życia to również pisanie najważniejszych tekstów - wtedy powstaje „Zamek” czy nowele „Głodomór”, „Dociekania psa”, „Jama", „Śpiewaczka Józefina”.

Dla Kafki liczyło się pisanie, ale już wydawanie książek niekoniecznie. To Max Brod był tym, który chodził po wydawcach i walczył o twórczość przyjaciela. To on był wtedy znanym pisarzem w chwili śmierci w 1924 r. Kafka był znany tylko niewielkiemu kręgowi znajomych, podczas gdy Brod miał na koncie 37 tomów prozy, poezji, esejów i sztuk teatralnych. W przeciwieństwie do niego Kafka się zupełnie nie sprzedawał - to dzięki Brodowi wydał „Medytacje” i z 800 egzemplarzy pierwszego wydania tej książki ponad połowa leżała w magazynie jeszcze pięć lat później. Kafka zauważył, że znana praska księgarnia sprzedała zaledwie 11 egzemplarzy, z czego dziesięć nabył on sam. Zastanawiał się więc, kto mógł kupić ten jedenasty.

Krytykę przyjmował ze spokojem. „Kiedy chodziło o pisarstwo, wiedział, że nie ma innego wyboru, jak podążać za swoim wewnętrznym głosem i żaden człowiek z zewnątrz nie ma wystarczających kwalifikacji, by wskazać mu drogę” - pisze Pawel. Brod, który był też pierwszym biografem Kafki i - jak wiemy - nie spalił jego rękopisów (choć takie było życzenie autora „Procesu”), został zapamiętany nie jako pisarz, ale właśnie jako ten, dzięki któremu Kafka mógł zaistnieć i nie przepadł. Ale jego rola też bywa przez badaczy poddawana krytyce. Łukasz Musiał, autor przekładów m.in. „Dzienników” Kafki oraz „Próz utajonych”, uważa, że: „Franz Kafka to bez wątpienia jeden z najmniej znanych twórców literatury dwudziestego wieku”, a to dlatego, że znamy go w wersji zredagowanej, poprawionej, przygotowanej do druku przede wszystkim przez Maxa Broda. Tymczasem kiedy zajrzymy do jego zapisków, odkryjemy teksty inne, niż znamy fragmentaryczne.

„Ile w Kafce jest... Kafki, a ile w nim edytorów, redaktorów, wydawców” - zastanawia się Musiał. W jego przekładach poznajemy Kafkę, który większości utworów nie dokończył. Te przygotowane do druku były produktem autorskiego duetu Kafka-Brod”...Aby stać się klasykiem (kanonu literatury XX w.), Kafka musiał, jak wielu uważa, najpierw przejść przez kuchnię Maxa Broda” - czytamy.

Czy ten fragmentaryczny Kafka jest bardziej prawdziwy niż ten, którego znamy z klasycznych wydań i bardzo dobrych polskich przekładów? Czytelnicy mogą sobie sami odpowiedzieć. Redakcja tekstu jest najzwyklejszą praktyką, więc najczęściej nie znamy wersji oryginalnej. A w przypadku klasycznych tekstów czasem nie wiemy, czy autor był jeden, czy było ich wielu, ani czy naprawdę istniał. I nie zmienia to siły oddziaływania klasyki.

 

Dziś widzimy za to coraz wyraźniej, że spuścizna Kafki nie jest monolitem

- i o tym też opowiada film Agnieszki Holland. Nie ma obowiązujących interpretacji, nie czyta się Kafki tylko jako myśliciela religijnego (judaistycznego) czy tylko jako proroka XX-wiecznych systemów totalitarnych albo tylko krytyka nowoczesnych form biurokracji. Widzimy, że twórczość Kafki zdecydowanie wykracza poza schematy. W czasach kryzysów i przełomów znaczenie Kafki rośnie, a jednocześnie możemy czuć się bezradni, nie mogąc go w pełni uchwycić. Film polskiej reżyserki otwiera taką rozmowę. A Kafka jest jak jeden z jego najbardziej niepozornych bohaterów: Odradek (z opowiadania „Troska ojca rodziny”), kłębek czegoś, szpulka, która niepokoi ojca, bo wydaje się trwalsza niż on i nigdy nie umrze. Podważa porządek władzy, drwi z ustalonych reguł, wymyka się.

 

 

Źródło tekstu: Justyna Sobolewska, Ile Kafki w Kafce?, Polityka, nr 42 (3536), 15-21 października 2025 r.

Źródło zdjęcia

 

 

 

Zobacz również inne wpisy w blogu