- Konrad to stan umysłu osoby, która nieustannie zadaje sobie pytanie w procesie niezgody na to, co jest. Próbuje przeformułować swoją świadomość, ale też rzeczywistość – mówi Maja Kleczewska. - Wyspiański wybrał tę scenę, żeby zdarzył się cud, bo jego Konrad chce cudu, chce przemienić rzeczywistość. My wierzymy, że ta zbiorowość ma taką możliwość, że przez wątpliwości i pytania sama się rozwija.
„Wyzwolenie” napisane przez Stanisława Wyspiańskiego w 1902 roku, a wydane rok później, podejmuje diagnozę ówczesnej Polski. Po wystawieniu „Wesela” w 1901 roku Wyspiański otrzymał wieniec z liczbą 44, który miał być symbolem uznania go za czwartego wieszcza narodowego, kontynuatora idei najważniejszych poetów romantyzmu. Na ten gest odpowiada „Wyzwoleniem”, czyniąc głównym bohaterem Konrada z „Dziadów” Adama Mickiewicza.
Konrad z „Wyzwolenia” szuka fundamentu, na którym zbudowany zostanie naród i Polska. Bohater ma stoczyć walkę o dusze i umysły Polaków. To sztuka, w której słowa naród i Polska padają zresztą z bardzo dużą częstotliwością, każde z nich pojawia się ponad sto razy.
Sama postać Konrada rozpisana została przez Maję Kleczewską na wiele postaci. Jak wyjaśnia Maja Kleczewska, „Wyzwolenie” nie jest dramatem po osobistych meandrach wątpliwości bohatera, a procesem zbiorowym. Wyspiański nie mówi o jednej osobie, mówi o Polsce.
- Chcielibyśmy, żeby „Wyzwolenie” się zdezaktualizowało, ale niestety jest aktualne i ta aktualność jest męcząca – dodaje reżyserka.
Dramat Stanisława Wyspiańskiego ma opinię jednego z najbardziej niezrozumiałych dzieł i niezwykle skomplikowanego inscenizacyjnie - dzieje się na pustej scenie teatralnej. Jego akcję autor umieścił na tej samej scenie, na której zostanie odegrany – wówczas Teatru Miejskiego w Krakowie. Dokładnie w 123. rocznicę prapremiery teatr przy pl. Św. Ducha wraca do zmagań z polskim mitem.
- To, że „Wyzwolenie” dzieje się tu ma dla nas fundamentalne znaczenie. Autor obsadził tę architekturę, przestrzeń w swoim dramacie. To miejsce wyznaczył na to, by stał się cud, swego rodzaju alchemiczna przemiana, która będzie stąd promieniować na całą Polskę. Taką miał koncepcję – wyjaśnia reżyserka.
Kto się obrazi za "Wyzwolenie"?
W Teatrze Słowackiego „Dziady”, „Wesele”, „Wyzwolenie” stanowią swoisty tryptyk, także spięty osobą reżyserki. Jak mówi Maja Kleczewska, reżyserka wszystkich trzech przedstawień, jednym z jej pomysłów na spektakl domykający było pojawienie się na scenie postaci z „Wesela” i „Dziadów”.
Dwa poprzednie spektakle wywołały sporo kontrowersji i reperkusji, na czele z próbą odwołania Krzysztof Głuchowskiego z funkcji dyrektora teatru po premierze „Dziadów”. Kto obrazi się po „Wyzwoleniu”?
- To jest nie do przewidzenia. Uważałam, że „Dziady” nie są spektaklem, za który ktoś się może obrazić. Nawet się martwiłam, że to taki „grzeczny” spektakl. Rzeczywistość jest nieprzewidywalna, tak jak w „Wyzwoleniu” – puentuje reżyserka.
Źródło: Gazeta Krakowska, luty 2026 r.



